wtorek, 22 kwietnia 2014

FOMO czyli samotność w sieci po amerykańsku

Fear Of Missing Out - termin, który pierwszy raz zobaczyłem na wykładzie prowadzonym przez mojego tutejszego szefa. FOMO był przykładem niezamierzonych skutków wprowadzania w życie różnych wynalazków, tu - internetu, portali społecznościowych i telefonów komórkowych, razem i z osobna. Było o pisaniu esemesów podczas lunatykowania i innych takich.
Może i dziwny temat, ale daje się to zaobserwować na ulicy, w autobusie i nawet na uniwerku - prawie wszyscy z komóreczką (koniecznie ajfon - tego im zazdroszczę - mają własny brand) w ręku i nonstop na pejsbuku czy innym tłiterze. Oczywiście są odstępstwa od reguły jak choćby koleżanka z zespołu, która serfuje po sieci, żeby znaleźć statystyczne dane lub definicje do poparcia / obalenia tez i podtrzymania dyskusji, ale to zaczyna być jak Hamaba 6 - permanente podłączenie do sieci. Tylko czekać na wszczepki...
Naszło mnie na to przy okazji sprawdzania godziny, zegarka nie noszę, mam komórkę. No więc chcę sprawdzić godzinę wracając z baru, wyciągam z kieszeni telefon i zamiast zerknąć po prostu na zegarek, hyc, i już transfer i pejsbuczek hulają. O nie, tak to być nie będzie. Rozmowy z rodziną przez hengałta to normalne, ale uzależnienie od sieci trzeba trochę przyhamować.
Do tego znalazłem ładny obrazek ilustrujący "trynd":

Na szczęście mam do czynienia z ludźmi, którym rozmowa na żywo sprawia przyjemność. Przypadek skrajny to Dorian - gość z Albanii, który żyje to już od 15 lat - w zeszłą środę toczyliśmy taką konwersację (rozmową się tego nie da nazwać ;-) ), że miejscowi wymiękli po 5 dzbanku Ale i poszli do domu, a my skończyliśmy po północy pijąc bro i wódkę w kolejnym barze. A wszystko obracało się dookoła historii, polityki i, w pewnym sensie, socjologii państw post-sowieckich.
Drugim aspektem FOMO, nie wiem czy zdefiniowanym przez kogokolwiek, jest toczenie rozmów na tematy "bezpieczne" - pogoda, sport itp. Z przygodnymi ludźmi na ulicy czy w barze nie pogadasz - jak zima w Polsce, czy pijecie piwo, etc. I tu znowu mam szczęście, bo ludzie z którymi spędzam czas są ciekawi świata, więc możemy sobie pogadać o historii, religii, pieniądzach i innych tematach w USA uznawanych za faux-pas.
Teraz wracam do oglądania Rzymu.
Dzień dobry Polsko!

piątek, 11 kwietnia 2014

Może nie Matrix, ale trochę science...

i zdecydowanie już nie fiction. Nie dość, że większość szkoleń tutaj (głównie z bezpieczeństwa i higieny pracy) odbyłem przez sieć to sporą część innych spraw mogę załatwić przez sieć. Niby normalka, ale fajnie jest móc porozmawiać z rodziną przez hangałta na żywo, z obrazem, a nie tylko przez telefon. Nie wspominając o tym, że za darmo ;-)
Co mnie skłoniło do takiego a nie innego posta? Przygotowuję się do wykładu, który za parę godzin mam poprowadzić dla studentów w Polsce - tak, wykład będzie przez sieć! Ale to jeszcze nic niezwykłego. Żeby udostępnić studentom filmy o obróbce plastycznej (taki będzie temat wykładu) łączę się z moim komputerem w pracy (uruchomiony jest cały czas), odpalam tim wiułera, uruchamiam chrołma, loguję się na dysk gógle i ładuję filmy. Jak dla mnie rewelacja! Niby ze zdalnego pulpitu korzystam w pracy dość często, żeby doglądać urządzeń pomiarowych, ale takich "cudów" to jeszcze nie robiłem. Po kiego diabła ściągać te filmy jeszcze raz z sieci czy też przesyłać między komputerami oddalonymi o kilka tysięcy kilometrów skoro można przesłać je stamtąd?
Oprócz tego sieć umożliwia mi utrzymanie kontaktu z "rzeczywistością" - gdyby nie fejsbuk nie wiedziałbym, że unija planuje coś nowego. Mogę sobie nawet posłuchać o tym w audycji Polskiego Radia: http://www.polskieradio.pl/10/485/Artykul/1096914,Bedzie-trudniej-o-pozwolenie-na-bron
Zresztą ten blogspot to też fajna sprawa - wyobrażacie sobie, że piszę listy, one potem płyną parostatkiem przez Atlantyk, jadą koleją żelazną przez pół Europy, żeby moja Żona przeczytała je na spotkaniu rodziny i znajomych na głos? W sumie to niezły byłby ubaw, szczególnie dla znajomych bawiących się w XIX wiek - "Listy z krainy ziemniaka - autorstwa dochtóra R. M. P. Wróblewskiego".

Obrazek jakiś się Państwu należy, więc coś nawiązującego do kolejnego sezony Gry o tron, której najnowszy odcinek obejrzałem dzięki zalukaj.tv :-)
I jeszcze link, niejako łączący się z tytułem wpisu, film z gatunku fiction i niezbyt dużo science:
https://www.youtube.com/watch?v=OCSJBsS4Rnw&feature=youtu.be

Miłego weekendu życzę!
(niniejszy post zawierał lokowanie produktu)